Wyobrażasz sobie wspaniałe reklamy. Oszuści, którzy po mistrzowsku manewrują w ruchu ulicznym. Może trochę fantasy z Szybkich i wściekłych, gdzie samochody poruszają się jak jeden organizm. BMW z pewnością podsyciło ten wizerunek. Jednak Ben Bowlin i Scott Benjamin w podcaście CarStuff twierdzą, że jazda synchroniczna traci swój błyszczący marketingowy wygląd. Ewoluuje w coś znacznie bardziej złożonego. I być może o wiele bardziej przydatne.
Pamiętasz czasy, kiedy producenci samochodów naprawdę pokazali możliwości swoich samochodów? Hyundai już wcześniej wystawiał zespoły, które nie tylko jeździły samochodami, ale także zamieniały je w broń. Balansowali na dwóch kołach. Pasażerowie zmieniali opony w trakcie jazdy. Winda pionowa. Brak siatek ochronnych. Tylko fizyka i nerwy. Kierowcy Isuzu nadal wykonują podobne akrobacje w całej Australii. To nie były tylko reklamy. To był dowód koncepcji. Dowód na to, że nawet zwykły sedan poradzi sobie z chaosem, jeśli ręce za kierownicą będą idealnie skoordynowane.
Jednak definicja koordynacji ulega zmianie.
Nie mówimy już o ludzkich odruchach. Chodzi o dane. Laboratorium Senseable City na MIT bada samochody, które komunikują się ze sobą za pomocą czujników. Nie potrzebują sygnalizacji świetlnej. Nie zatrzymują się. Pasują do skrzyżowań jak elementy układanki. Maszyny komunikują się z centralnym hubem i między sobą. Wynik? Płynność ruchu ignoruje czerwone światło. Ignorowanie oczekiwań. Zapewnia wydajność tam, gdzie wcześniej występowały zatory.
Przyszłość ruchu drogowego nie polega na czekaniu, aż sygnalizacja świetlna zmieni się na zieloną. To negocjacja przestrzeni w czasie rzeczywistym.
Ta zmiana rodzi poważne pytania. Jeśli sieć może sama kontrolować ruch, po co nam doskonała wizja? Dlaczego potrzebujemy błyskawicznego refleksu? Wydawanie ograniczonych praw jazdy osobom niepełnosprawnym fizycznie może stać się opłacalne. Większość pracy wykonują maszyny. Sieć podejmuje ryzyko.
Albo nie?
Pomyśl o kruchości systemu zależnego od ciągłej komunikacji. Jeden samochód traci sygnał. Jeden czujnik ulega awarii. Harmonia została zerwana. Króluje chaos. To cyfrowy odpowiednik nieudanego wyczynu kaskaderskiego. Tylko że tym razem nie jest to plan filmowy. To godziny szczytu. Stawka jest wyższa. Konsekwencje są natychmiastowe.
Bowlin i Benjamin rozwiązują te sprzeczności. Wspominają słynne akrobacje reklamowe, które doprowadziły nas do tego momentu. Wypatrują sieci jazdy synchronicznej, które mogą na nowo zdefiniować sposób, w jaki się poruszamy. Technologia jest obiecująca. Infrastruktura nie została przetestowana. Czynnik ludzki nagle staje się opcjonalny.
Jeśli chcesz zobaczyć, jak zbudowana jest iluzja, przestudiuj planowanie „Driftmob” BMW. Zawiera szczegółowe informacje na temat realizacji tego spektaklu jazdy zsynchronizowanej. To robi wrażenie. To przerażające. To rzut oka na świat, w którym samochody poruszają się jak ławica ryb. Albo jak korek. W zależności od tego, jak stabilny jest kod.


















