Jak uniknąć nieuchronnej katastrofy? Ten, który zwiększa ryzyko zachorowania na chorobę Alzheimera w takim samym stopniu, jak posiadanie osławionego genu APOE e4? Zrozumienie, że geny to nie wszystko.
Geny wyjaśniają tylko połowę zagadki. Reszta to nasze życie. A może śmierć. Weźmy bliźniaki jednojajowe. Jedno DNA. Jeden „rysunek”. Jeśli jeden z nich zachoruje na chorobę Alzheimera, drugi zwykle pozostaje zdrowy. Gdyby wszystko zależało wyłącznie od genetyki, jedno i drugie byłoby najprawdopodobniej skazane na porażkę. Oznacza to, że musimy szukać przyczyny gdzie indziej.
W naszych kronikach historycznych krąży złoczyńca – DDE. Jest metabolitem DDT, starego chlorowanego pestycydu, który amerykańska Agencja Ochrony Środowiska (EPA) sklasyfikowała jako prawdopodobny czynnik rakotwórczy. Jest jednak jedno zastrzeżenie: pierwsze dane powiązały DDE nie ze śmiertelnością z powodu nowotworów, ale z szerszym obrazem – śmiertelnością z innych przyczyn. Cukrzyca. Demencja.
O skokach poziomu cukru we krwi już wiemy. Ale co z mózgiem?
„Kiedy analizujemy poziomy substancji we krwi, widzimy mapę tego, co dzieje się w mózgu”.
Dowodzą tego badania patologiczne. Zespół badaczy z Uniwersytetu Rutgers przeanalizował dane. Porównywali pacjentów chorych na chorobę Alzheimera z osobami zdrowymi. Poziomy DDE były znacząco wyższe u pacjentów z chorobą Alzheimera. Mówimy o czterokrotnym wzroście ryzyka dołączenia do klubu demencji.
To nie tylko korelacja. Istnieje również mechanizm wpływu. W warunkach laboratoryjnych DDE zakłóca funkcjonowanie ludzkich komórek mózgowych. Stymuluje produkcję białka prekursorowego amyloidu. To właśnie ta „lepka” substancja gromadzi się i zatyka „rury” funkcji poznawczych. Nawet w stężeniach występujących u normalnych osób narażonych na duże narażenie, te lepkie białka namnażają się.
Czy to ważne?
Być może tak. A może nie. Jednak ostre zatrucie pestycydami już podwaja ryzyko demencji. Kiedy połączysz te badania, połączenie przestaje wyglądać na przypadek, a zaczyna wyglądać na prawdziwe niebezpieczeństwo.
Wśród osób starszych w Stanach Zjednoczonych obserwuje się ogólny spadek funkcji poznawczych. A kto tu jest winien? DDT i DDE są nadal z nami. Dlaczego? Ponieważ państwo zakazał ich na początku lat 70., a nie wczoraj. I są odporne. Jak złe wspomnienia.
Zużycie DDT osiągnęło szczytowy poziom 180 milionów funtów rocznie. Ponad 90% Amerykanów ma obecnie tę truciznę we krwi. DDE zajmuje pierwsze miejsce w tym toksycznym rankingu.
Przeżywa, bo gromadzi się w tkance tłuszczowej. Ale mamy tkankę tłuszczową.
Wegetarianie ponoszą ten ciężar znacznie mniej niż wszystkożercy. W jednym z badań poziom DDE w mleku wegetarianki był czterokrotnie niższy niż u jej niedietującej siostry. Przepaść była kolosalna.
Zatrzymaj się w supermarkecie. Wołowina, wieprzowina, kurczak. Jajka. Produkty mleczne. Ryba. Wszystko to jest „naładowane” toksynami. A co z pokarmami roślinnymi? Poziomy toksyn w mięsie i produktach mlecznych były od 5 do 10 razy wyższe niż we wszystkich roślinach razem wziętych.
Natura filtruje substancje, wysyłając je w górę łańcucha pokarmowego. Jesteśmy u szczytu. A co z gotowaniem?
Nie oczekuj pomocy od pieca. Ciepło nie niszczy DDE. Jeśli już, koncentruje pozostałą truciznę podczas parowania wody. Zasadniczo pieczesz truciznę, czyniąc ją jeszcze bardziej skoncentrowaną.
I oto jesteśmy. Jedzenie „duchów” z lat 50. XX wieku. Czekamy na spadek funkcji poznawczych, który naśladuje nasze genetyczne przeznaczenie. Czy jest wyjście? A może po prostu spłacamy rachunki rolne z ubiegłego stulecia?
